Kalman Segal, „1946” – Wiersze

1. Kalman Segal 1946 (Lider [Wiersze], Warszawa 1952, s. 31)

 

Ch’bin wider gezen majn alte hejm,

mit wildn wajn bawaksn,

mit zun baszejnt.

 

In ale fencter zenen ganc di szojbn;

un ale szindlen zenen do in dach;

s’blien gel un rojt di rojzn,

s’worken ergec majne tojbn,

majne tojbn ojfn dach –

nor s’iz di sztub farmacht.

 

In krumen szpigl fun di szojbn

¿umen flign

in dine necn fun szpinen

cu bloje himlen,

cu himlen bloje.

Un in dem fencter sztejt a lec

un lacht ojs mir,

un lacht –

 

Ch’hob zich farszemt, farszemt.

Es hot a wejtik mich farklemt, gedrikt.

Es hobn trern mich gesztikt.

 

Noch ejn grine lonke szwajgt mit kiml,

der gortn – mit żasmin.

Un s’lechert durch  majn blik akszonesdik dem himl

– ich wel niszt gejn fun danen, ch’wel niszt gejn!

 

1. Kalman Segal 1946 (Lider [Wiersze], Warszawa 1952, s. 31) [przekład M. R.]

 

Znów ujrzałem mój stary dom,

Porośnięty dzikim winem,

W blasku słońca.

 

We wszystkich oknach szyby są całe;

Na dachu nienaruszone dachówki;

Kwitną żółte i czerwone róże,

Gruchają gdzieś moje gołębie,

Moje gołębie na dachu –

Ale dom jest zamknięty.

 

W krzywym zwierciadle

Brzęczą muchy

W cienkich sieciach pajęczyn

Do niebios błękitnych

Do błękitnych niebios.

A w oknie stoi błazen

I wyśmiewa mnie,

I śmieje się –

 

Zawstydziłem się, zawstydziłem.

Ból mnie ścisnął, przygniótł.

Dławiły mnie łzy.

 

Jeszcze tylko zielona łąka milczy kminkiem,

A ogród – jaśminem.

Wzrok mój z uporem przebija niebo:

– nie odejdę stąd, nie odejdę!

 

(podkreślenie moje – M.R.)

 

 

  Kalman Segal, Samotny dom [przekład autorski, data nieznana, maszynopis od pani H. Anny Czarnowskiej z Katowic]

 

Wróciłem –

Ujrzałem znów mój stary dom

W zaroślach dzikiego wina –

 

Drzwi – zamknięte zastałem.

Czyjeś gołębie gruchały na dachu,

A w oknie błazen stał

We własnych moich szatach

I śmiał się ze mnie, śmiał –

 

Patrzył na mnie stary dom

Samotności pleśnią –

 

Zawstydziłem się, zawstydziłem,

Ból mnie ścisnął, żal –

Łzy dławiły

Tak samo, jak wtedy we wrześniu –

 

Na szybach muchy brzęczą

W sieciach pajęczyn –

 

Jestem sam i nabrzmiały tęsknotą –

 

Jestem – i nie odejdę,

Nawet gdybym miał dokąd – – –

 

 

 

Kalman Segal, 1946 (Gezegenung [Pożegnanie], Jerozolima 1979, s. 5)

 

ch’hob wider gezen majn alte hejm

mit wildn wajn bawaksn

mit zun baszejnt

 

in ale fencter zenen ganc di szojbn

un ale szindlen zenen do in dach

s’blijen gel un rojt di rojzn

s’worken ergec majne tojbn

majne tojbn ojfn dach

 

nor s’iz di sztub farmacht

 

in krumen szpigl fun di szojbn

¿umen flign

in dine necn fun szpinen

cu bloje himlen

cu himlen bloje

 

un in dem fencter sztejt a lec

unlach fun mir

un fun majn trojer

ch’hob zich farszemt farszemt

es hot a wejtik mich geklemt, gedrikt

trern hobn mich gesztikt

 

noch ejn grine lonke szwajgt mit kiml

der gortn – mit żasmin

un s’lechert durch majn blik akszonesdik dem himl

zol ich gejn?

 

wuhin?

 

Kalman Segal, 1946 (Gezegenung [Pożegnanie], Jerozolima 1979, s. 5) [przekład M. R.]

 

Znów ujrzałem mój stary dom

Porośnięty dzikim winem

W blasku słońca

 

We wszystkich oknach szyby są całe

Na dachu nienaruszone dachówki

Kwitną żółte i czerwone róże

Gruchają gdzieś moje gołębie

Moje gołębie na dachu

 

Ale dom jest zamknięty

 

W krzywym zwierciadle

Brzęczą muchy

W cienkich sieciach pajęczyn

Do niebios błękitnych

Do błękitnych niebios

 

A w oknie stoi błazen

I śmieje się ze mnie

I z mojego smutku

Zawstydziłem się, zawstydziłem

Ból mnie ścisnął, przygniótł

Dławiły mnie łzy

 

Jeszcze tylko zielona łąka milczy kminkiem

A ogród – jaśminem

Wzrok mój z uporem przebija niebo

Mam odejść?

 

Dokąd?

 

(podkreślenie moje – M. R.)

 

 

 

2. Kalman Segal, Benkenisz [Tęsknota] (Lider [Wiersze], Warszawa 1952, s. 19)

 

 

Curik cu jungt majner firt mich, steżkes dorfisze,

prochik-wajse sztrozn!

Frimorgndiker toj farwiszn zol majn sztotisze farlojrnkajt,

di ejgene un fremde zorgn!

Majn bruderl! Majn pastechl! Du szpil far mir hajnt ojf dajn flejt

dos lid fun dorfiszn frimorgn.

 

Niszt kumen wel ich cu dem same dorf –

ch’wel szemen zich, az ch’bin do niszt gewen azojfil jorn…

ch’wel lejgn zich cufusns baj di bejmers alte sztamen

un zapn zejer rijech, un tublen zich in himl klorn

mit dem żejworon un mit dem solowej cuzamen

 

Ch’wel szpiglen zich in zilber-farb fun tajchl,

un szwebn iber decher, wi der  wint on camen.

Farnuren zich, wi in a tepich, in di grozn wajche,

un cholemen… cholemen dos wig-lid fun der mamen – – –

 

 

2. Kalman Segal, Wycieczka w młodość [przekład autorski, data nieznana, maszynopis od pani H. Anny Czarnowskiej z Katowic]

 

W młodość prowadźcie mnie wiejskie pylne drogi!

Rosą poranną odświeżę stopy zmęczone, bose.

Troski własne i cudze i tęsknotę zmyję rosą.

Czystym słonecznym ranem wejdę w mchem zarosłe progi.

 

Serce młotem zabije, wzruszone widokiem domu.

Ze ścian spróchniałych treścią przemówi milczenie.

Nikt mnie nie nazwie po imieniu.

Przywitać się ze mną nie będzie komu.

 

Usiądę na bluszczem porośniętym ganku

I wzrokiem szukać będę dawno zwiędłych malw.

Przegnany ciszą znów pójdę w horyzontów dal,

Wspominając twarze czyjeś i czyjąś kołysankę.

 

3. Kalman Segal, Faran aza klang… [Jest taki dźwięk] (Lider  [Wiersze], Warszawa 1952, s. 29)

 

 

 

Faran aza blum,

wos fricajtik farwelkt,

gekejklt fun wint

fun gewiter.

 

Faran a gezang,

wos hot cu ir kind

erszt nechtn gezungen a muter;

faran aza klang,

wos hengt in der sztilkajt un citert;

 

faran a geszraj,

a geszraj fun a sztumen,

wos kumt fun zajn brust niszt arojs,

wos chlinet un sztikt zich

wos chlinet un sztikt zich

mit zich alejn blojz –

 

3. Kalman Segal Reminiscencje [przekład autorski, data nieznana, maszynopis od pani H. Anny Czarnowskiej z Katowic]

 

Jest jęk

Co drży

W sercu z bólu skamieniałym.

 

Jest pieśni dźwięk

Co dziecku matka śpiewała.

 

Jest róży kwiat

Co przedwcześnie zwiądł

Targany przez burze

Niesiony przez wiatr

Donikąd

Niewiadomo skąd.

 

Jest w bólu płacz

I błyskawica w gniewie –

Niemego płacz

Co dusi się i krztusi się –

 

I nikt o nim nie wie.

 

 

 

Kalman Segal, Faran aza klang [Jest taki dźwięk] (Gezegenung [Pożegnanie], Jerozolima 1979)

 

 

faran aza klang

wos hengt in der sztilkajt

un citert

 

faran aza blum

wos fricajtik farwelkt iz

gekejklt fun wint –

in gewiter

 

faran a gezang

wos  hot cu ir kind

erszt nechtn gezungen a muter

 

faran a geszraj

a geszraj fun sztumen

wos kumt fun zajn brust niszt arojs

 

wos chliniet un sztikt zich

wos chliniet un sztikt zich

mit zich alejn blojz

 

 

 
4. Kalman Segal, Ch’hob geefnt majn fencter… [Otworzyłem moje okno…] (Lider  [Wiersze], Warszawa 1952, s. 36)

 

Ch’hob geefnt majn fencter cu der welt,

majn harc – cu der welt.

Ich zap in zich arajn

di zun, di frajd, dem szmajchl funem zajn.

 

S’iz mir eng in majn sztibl,

wel ich zeszmetern di went,

wos tajln mich op fun dem menczn.

 

Gebenczt zaj, majn libszaft,

wos ch’wer in dajn szajter farbrent,

farlojrn,

un wider in herlechkajt dajner gebojrn.

 

4. Kalman Segal Otworzę okna mej izby [przekład autorski, data nieznana, maszynopis od pani H. Anny Czarnowskiej z Katowic]

 

Otworzę okna mej izby,

Serce na oścież otworzę

I słów serdecznych ciżba

Zaszumi mi morzem.

 

Wyjdę na gwarne śródmieście,

Wyjdę na ciche przedmieście,

Przejdę przez wiejskie ugory,

Przejdę przez cały kraj.

 

Pieśnią spełnionej nadziei

Ziarno radości posieję,

Wsłuchany w prostą modlitwę:

Dniu życia! Radośnie trwaj –

 

 

5. Kalman Segal, In majne lider …[W moich wierszach] (Lider [Wiersze], Warszawa 19532, s. 34)

 

 

In majne lider citert a geszraj fun erew:

tojt un hunger un gefar.

Teg mit teg zich chmarik szajdn –

es cit farbaj majn jugnt,

cit farbaj durch sztajnerdike wegn

mit bleter ojsgerisn funem kalendar,

mit kratn ojf majn grinem tog-buch.

Noch frilings kumen, blijen ojfdosnaj –

jungt majne! Ch’zuch dich umetum un zuch.

 

5. Kalman Segal Młodość [przekład autorski, data nieznana, maszynopis od pani H. Anny Czarnowskiej z Katowic]

 

W pieśniach moich – przeszłości cień.

 

Śmierć i głód i trwoga

I dnie, co chmurnie się mijają

I młodość wlokąca się mimo

Po kamienistych drogach.

 

Ktoś z kalendarza wyrywał mój powszedni dzień

I kładł na zielony dziennik kraty.

Ktoś ukradł mi moją wiosnę.

 

Dopiero dziś odnajduję moją młodość w sobie,

Wyśnioną i bogatą.

Radosną.

 

 

 

6. Kalman Segal, Gezegenung [Pożegnanie] (Gezegenung [Pożegnanie], Jerozolima, s. 92-93)

 

[Na razie nie mam czasu, ale jak będzie trzeba… ;))

(M. R.)]

6. Kalman Segal, Gezegenung [Pożegnanie] (Gezegenung [Pożegnanie], Jerozolima, s. 92-93) [przekład M. R.]

 

Tracę cię, ziemio – moja godność kazała mi odejść od ciebie –

Od nieba, w którym tyle razy szukałem Boga,

Od rzeki – na której falach zapisałem pierwszy wers,

Od zielonego wzgórza, gdzie szukałem śladów mojej przeszłości

Na zniszczonych macewach starego cmentarza,

Od wiatru – który do dzisiaj szepcze rozdziały psalmów

I rozrzuca zawstydzone karty świętych ksiąg mojego ojca

Oraz zakrwawione zwoje z jego tefilin.

 

Jak mógłbym zapomnieć nasze miasto, moje święte Miasteczko,

Nad którym jeszcze teraz rozbrzmiewa niebiański głos Kol Nidre –

Spalone ściany bożnicy w uliczce:

Pomnik bólu pośród martwej pustyni.

Powstrzymajcie płacz. Zamieńcie klątwę na milczenie,

Bo jeśli przeklniesz ziemię, gdzież padnie twoje przekleństwo?

Wszak każda droga diaspory uświęcona jest naszą krwią

I długo jeszcze żydowskie łzy będą się mieszać z wodą wszystkich obcych źródeł.

 

Fiołki Majdanka, margerytki na popiołach moich bliskich –

W warszawskich uliczkach: żałobne cienie Machabeuszy,

Druty Oświęcimia i kieleckie kamienie –

Cóż winna jest ziemia, że władzę nad nią mają szakale, kruki

I że wciąż straszą nieśmiertelne ciemne upiory,

Że kłamca, morderca i oszust pluje trucizną –

Zatrzaśnij drzwi, po raz ostatni zamknij okno.

Przegrany? Pokonany? I kto jest tutaj zwycięzcą?

 

Kołysanka matki i kadysz niedokończony,

Moja miłość i mój gniew, rosa i wierzby, smutek Szopena,

Za którym ciągnie się ciemna chmura:

To, co tutaj pozostawiam. To, co zabieram na zawsze.